Samochodem we Włoszech – jeżdżąc po włoskich miastach

ruch uliczny we włoszech

Mam prawo jazdy od prawie 10 lat. W Polsce jeździłam codziennie, pokonywałam tysiące kilometrów w miejskiej dżungli. Umiałam się odnaleźć w każdej sytuacji, manewrowanie i kombinowanie to był dla mnie pryszcz.

Do momentu aż przeprowadziłam się do Włoch.

Nagle poczułam, jak wszystkie moje umiejętności topnieją. Zamiast czuć się wolna wsiadając do auta, czułam ucisk w żołądku, na ulicy nie widziałam gdzie patrzeć. Pomyślałby kto. To tylko Mediolan. Na południe od nas jest tylko gorzej :D.

Co powodowało u mnie stres za kółkiem? Dlaczego uważam, że we Włoszech na ulicach trzeba być sto razy bardziej skupionym niż w Polsce? Jak się jeździ samochodem we Włoszech? Postaram się Wam przybliżyć ten temat. Śmigając ostatnio naszym wielkim autem po mediolańskich ulicach coraz bardziej nie mogę wyjść z podziwu nad włoską pomysłowością w tym temacie :). Have fun ;).

  • Na pierwszy rzut – skręcanie bez kierunkowskazów. Nie oczekuj, że Włoch zasygnalizuje zmianę pasa, czy chęć skręcenia. On przecież wie, gdzie jedzie.
  • Niebezpieczeństwo czyha także na chodnikach. Lepiej miej oczy dookoła głowy, gdyż przechodzenie w dowolnym miejscu przez ulicę definiuje włoskość mieszkańców Italii (nawet jeśli jest to szeroka ulica z podwójną ciągłą).
  • Do tej pory dezorientują mnie światła, które nie dość, że w wielu przypadkach wyglądają tak samo dla pieszych jak dla samochodów, ale dodatkowo pojawiają się zarówno przed jak i za skrzyżowaniem. I weź tu bądź mądry na co patrzeć :).
  • Tam, gdzie nie ma fotoradarów robiących zdjęcia pojazdom przejeżdżającym na czerwonym świetle powszechnym zjawiskiem są skutery (czasem też samochody), które nie mogąc doczekać się na zielone – po uprzednim rozejrzeniu się wokół wjeżdżają na skrzyżowanie.
  • Totalnie normalnym i akceptowanym zjawiskiem jest formowanie się kilku pasów ruchu – nawet jeśli ulica ma tylko dwa pasy w jedną stronę (zjawisko obserwowalne zwłaszcza pod światłami).
  • Powyższy fakt determinuje częsty brak wyznaczonych pasów ruchu. Oddzielone są tyko pasy o przeciwnym kierunku ruchu.
  • Włosi nie krępują się parkować swoich maszyn na pasie ruchu. Inni kierowcy natomiast są do tego faktu przyzwyczajeni i grzecznie omijają przeszkody.
  • Zatrzymywanie się na światłach awaryjnych w najdziwniejszych miejscach to chleb powszedni. Mediolan jest miastem w którym bardzo ciężko o miejsca parkingowe, dlatego w centrum można napotkać cały sznur pozostawionych na “awaryjkach” aut.
  • Z podobnego powodu zdarza się blokowanie pasa ruchu, żeby pozwolić pasażerowi wysiąść z auta. W Mediolanie zupełne zablokowanie zdarza się rzadko, ale czym bardziej na południe kraju tym więcej takich przypadków a i powody zatrzymania stają się coraz błahsze (np. porozmawianie ze znajomym, który akurat jedzie po pasie w przeciwną stronę – wtedy staje cała ulica).
  • Przeszkodą stają się także samochody, które nie mogąc zmieścić się na parkingu w wyznaczony sposób – parkują tak, jak im się uda, co w praktyce powoduje np. parkowanie poprzeczne na parkingu usytuowanym wzdłuż drogi.
  • Jazda we włoskim korku to ciągła walka. Przypomina mi to prawo dżungli, gdzie wygrywa najsilniejszy. Kto jest bardziej odważny w szturmowaniu wybranego miejsca – wygrywa.
  • Aby wjechać na zakorkowane rondo nie można po prostu czekać, aż znajdzie się wystarczająco duże miejsce na nasze auto. Tam trzeba się po prostu “wpychać” na siłę. Tak jak w powyższym przypadku.
  • Włosi charakterni są – to trzeba im przyznać. Jednym z tego przejawów jest dużo częstsze niż w Polsce używanie klaksonu. Mnie przestało już w ogóle stresować “obtrąbianie” przez innych kierowców :).
  • Równie często jak lewe lusterko należy sprawdzać to prawe. Po prawej stronie bowiem wyprzedzają skutery. I to nie zawsze z prędkością adekwatną do zagrożenia.
  • Gdy wyprzedzają z lewej strony – robią to pomimo ruchu z naprzeciwka czy podwójnej ciągłej. Kierowcy są do tego przyzwyczajeni, dlatego środek drogi jest zazwyczaj luźniejszy, aby pozostawić miejsce dla jednośladów. Pragnę zaznaczyć, że motocykliści zachowują się zazwyczaj w bardziej cywilizowany sposób niż kierujący skuterami. Pamiętaj więc zawsze o porządnym sprawdzeniu martwego punktu.
  • Nie zdziw się, kiedy zobaczysz śmigających po chodnikach “skuterzystów”. Zasadniczo równie często widuję ich gnających pod prąd po ścieżkach rowerowych.
  • Rowerzyści często zamiast chodników do jazdy wybierają ulicę. Nawet jeśli miałoby to oznaczać blokowanie ruchu na wąskich przejazdach, kiedy to za rowerem zaczyna się ciągnąć sznur samochodów.
  • We Włoszech nie ma obowiązku używania świateł w mieście w ciągu dnia. Wielu kierowców zatem nie włącza świateł – czasami nawet wtedy, kiedy zaczyna się już mocno ściemniać.
  • Przy wyjeździe z ulicy podporządkowanej czy z parkingu na porządku dziennym jest wystawianie całego przodu samochodu, co znacznie utrudnia ruch (i wymusza uprzejmość wpuszczenia delikwenta :)).
  • Włosi w swojej wesołej ulicznej twórczości skręcają z pasów nieprzeznaczonych do tego lub jadą prosto z pasów do skrętu.

Co jeszcze musisz wiedzieć wybierając się na Półwysep Apeniński?

  • Parkować można tylko na wyznaczonych miejscach – białych (darmowych) lub niebieskich (płatnych) liniach. Istnieją jeszcze żółte, ale są przeznaczone tylko dla mieszkańców (uczulam, że staż miejska nie śpi :)).
  • Opłatę za parking uiszcza się w parkomacie lub jeśli na znaku jest napis “gratta e sosta” – oznacza to, że trzeba się wybrać do najbliższego baru lub tabaccherii i zakupić zdrapkę do parkowania (wydrapuje się godzinę, do której planujemy zostawić auto – uwaga: jedna zdrapka to jedna godzina. Jeśli chcesz zostawić auto na 3 godziny kupujesz 3 zdrapki i wydrapujesz na każdej czas o godzinę późniejszy).
  • Parkując powinieneś zaopatrzyć swoje auto w wyznacznik godziny zaparkowania, czyli praktycznie rzecz ujmując w kartonowe kółko, na którym ustawiasz godzinę, kiedy zaparkowałeś (na niektórych parkingach np. pierwsza godzina parkowania gratis – wtedy bardzo istotne jest zaznaczenie godziny przyjazdu). Jeśli nie masz tego gadżetu wystarczy, że napiszesz na kawałku kartki “arrivo ….”, a w miejscu trzech kropek wpisujesz godzinę przyjazdu.
  • W większych miastach istnieją strefy, w które nie można wjeżdżać zwykłym samochodem (chyba, że masz elektryczny). Przed przyjazdem zorientuj się dokąd możesz zagłębić się samochodem w miasto.
  • Obserwuj uważnie znaki na ulicy, na której zamierzasz zaparkować. W Mediolanie minimum raz w tygodniu odbywa się czyszczenie każdej z ulic. W tym czasie nie mogą tam być zaparkowane żadne samochody.
  • Większość stacji paliw zaopatrzona jest w automat, który pozwala na obsługę nawet, jeśli kasy są zamknięte.Wystarczy wtedy włożyć banknot do maszyny (lub użyć karty) i wybrać numer dystrybutora. Paliwo samo skończy się lać, gdy licznik osiągnie wybraną przez nas kwotę.
  • Za uprzejmości na ulicy kierowcy dziękują sobie skinieniem głowy lub podniesieniem ręki. Nasze dziękowanie światłami awaryjnymi zostaje niezrozumiane.
  • Jako ciekawostka: w Mediolanie miasto zatrudnia zabawiaczy, którzy mają za zadanie umilić kierowcom oczekiwanie na zielone. Żonglują, jeżdżą na monocyklach i robią inne tego typu sztuczki cyrkowe. Na skrzyżowaniach powszechni są także sprzedawcy róż jak i osoby żebrające.

Włochy są zdecydowanie inne niż Polska jeśli chodzi o jazdę samochodem. Jak dla mnie Polska jest w tej chwili przykładem poukładania. Nie doceniałam tego na codzień mieszkając w kraju ;). Włochom jednak mam wrażenie dodaje to pewnego uroku. Takiego utwierdzenia gorącej, śródziemnomorskiej krwi. Po przyzwyczajeniu się do ich stylu drogowe kwiatki nie wywołują już skurczu żołądka a raczej uśmieszek i delikatne pokręcenie głową.

Pobłażam im? 🙂

A jakie Wy macie doświadczenia z włoskich dróg? Przeżyliście lub widzieliście coś dla nas Polaków niecodziennego? Chętnie poczytam Wasze opowieści :).
nbm

Komantarze

Komentarze