Polska i włoska służba zdrowia – porównanie szpitali

Źródło zdjęcia: http://serwisy.gazetaprawna.pl/zdrowie/artykuly/633449,kryzysowy_budzet_narodowego_funduszu_zdrowia_w_sluzbie_zdrowia_lepiej_nie_bedzie.html

Kolejny raz mam okazję porównać polską i włoską służbę zdrowia (poprzedni post znajdziesz TUTAJ). Nie wiem, czy to my z Aną miałyśmy akurat takiego pecha, aby trafić Polsce na szpital rodem z czasów prehistorycznych, ale różnice między tym, co zastałyśmy w kraju i we Włoszech są miażdżące.

We Wrocławiu trafiłyśmy do Szpitala Klinicznego na Chałbińskiego na oddział alergologii dziecięcej.

spsk1bŹródło zdjęcia

Dostałyśmy przydział łóżeczka w dużej, nasłonecznionej i dusznej sali. W pokoju stały 4 dziecięce łóżeczka wraz z 3 rozkładanymi fotelami do spania dla mam. Pobyt mamy przy dziecku jest płatny (30 zł pierwsza noc, 15 każda kolejna). Wyżywienie tylko dla dziecka – mama we własnym zakresie lub dojada po maluchu. Z powodu braku odpowiedniej pościeli, materacyk Any został ubrany w poszewkę (przyznaję jednak, że dobrze to zdawało egzamin). Jedna szafeczka na nasze rzeczy przy łóżku i jedna większa szafa współdzielona z innymi osobami z pokoju. Dzielenie pokoju z innymi osobami jest fajne, kiedy dzieci mogą się razem bawić. Natomiast kiedy trzeba się kąpać (jedna wanienka w pokoju na wszystkie bobasy), czy kłaść spać – nie jest to najlepsze rozwiązanie. A propos wanny – na oddziale był tylko jeden produkt myjący i trzeba było go dobrze poszukiwać, aby móc go do niej użyć. Brak miejsca do zabawy dla dzieci – w związku z tym nasz duży pokój służył jako świetlica. Śniadania, obiady i kolacje jak to w szpitalu – w porach wcześniejszych niż normalnie się je, a po jedzeniu wieczne narzekanie pań kucharek, że obiad jeszcze nie zjedzony (co z tego, że dziecko spało) i talerze nie wyniesione (bo przecież na czym mają nałożyć kolejny posiłek?). Jak Ci smakuje posiłek – super, jeśli nie – po prostu nie jesz. Jedna łazienka z kilkoma półprzezroczystymi prysznicami dla rodziców (w końcu wstydu nie mamy) oraz kilka toalet z wiecznie brakującym papierem. Jedna lodówka, mikrofalówka i czajnik elektryczny. Monitornig – także w pokojach (zapomnij o swobodnym przebraniu się nawet jak współlokatorki wyjdą). Personel bardzo sympatyczny, ale co z tego, kiedy dziecko na dzień dobry faszerowane antybiotykami bez wyraźnej przyczyny (z tego co wiem, to prawie każde). Oczekiwanie na niektóre badania – do dwóch tygodni, do tego czasu leczenie objawowe. Niekompetencja niektórych lekarzy (dziecko koleżanki wypuszczone zostałoby w stanie gorszym niż przyszło, gdyby nie interwencja ordynatora). Brak możliwości zabrania dziecka na spacer. Przetrzymywanie przez weekend, kiedy nic się nie dzieje. Specjaliści przyjeżdżają tylko wtedy, kiedy mają czas – dziwne objawy Any zgłoszone w poniedziałek wieczorem – do piątku nie została pokazana neurologowi (w piątek wypisałyśmy się na żądanie). RTG robione bez podstaw. Obchód lekarski tylko raz w tygodniu, przy czym nie zorientowałabym się, że byłam jego świadkiem, gdyby ktoś mi nie powiedział (dwie lekarki przyszły zapytać, czy wszystko w porządku).

Postanowiliśmy, że wrócę na diagnozę i leczenie córki do Włoch. Szybka akcja, kupiony bilet i po dwóch dniach znalazłam się tu, gdzie w tej chwili jesteśmy.

Szpital Luigi Sacco w Mediolanie. Mam wrażenie, że trafiłam do innego świata. Zostałyśmy zaprowadzone do naszego pokoju – tylko dla nas. Piękny, czysty, kolorowy. W pokoju łazienka oraz osobna część kuchenna ze zlewem. Dla dziecka łóżeczko, a dla mamy rozkładany fotel do spania. Niestety musi być złożony już o 7.30 rano, czego pilnują. W pokoju duża szafa zamykana na klucz na wszystkie nasze rzeczy. Na dzień dobry dostajesz zestaw pieluch i podkład higieniczny. Rano przychodzi pani, przynosi śniadanie dla dziecka, a dla mamy – jeśli chce – wielką filiżankę herbaty lub mleka wraz z ciasteczkami i sucharkami. Przyzwyczajona do polskich kanapek na śniadanie może się nie najadam takim zestawem i dorabiam sobie później kanapki, ale jest mi bardzo przyjemnie wypić taką herbatę na tarasie (każdy pokój ma wyjście na wielki taras z zabawkami dla dzieci). Niestety na ten sam taras (rzadko, ale jednak) wychodzą palacze nie przejmując się, że obok w salach przebywają maluchy. Do dyspozycji rodziców jest lodówka i mikrofalówka, jednak zawsze trzeba pytać o pozwolenie, aby ich użyć. Codziennie przychodzi osoba, która planuje posiłki na dzień kolejny. Pyta na co mamy ochotę (w ramach ustalonej diety), proponuje, zapisuje wszystko. Posiłki serwowane są w naczyniach jednorazowych w porach podobnych jak w polskim szpitalu, jednak we Włoszech zazwyczaj je się w podobnych godzinach, więc nie ma takiego rozdźwięku. Talerze zbierają osoby odpowiedzialne za posiłki (kiedy już skończysz jeść – nawet dużo później niż „powinno się”). Codzienne sprzątanie każdej sali, mycie łazienki. Pielęgniarki do pełnej dyspozycji – także przy użyciu przycisku znajdującego się w każdym pokoju. Jeśli się da, wszystkie badania robione za jednym zamachem, wyniki tego samego lub następnego dnia. Codziennie rano obchód lekarski. Lekarze pamiętają swoich pacjentów nawet jeśli byli w szpitalu bardzo dawno. Nie leczą tylko objawowo (choć może Ana była już w lepszym stanie niż w Polsce), ale szukają przyczyny (zlecone mnóstwo badań krwi ponad to, co było już zrobione w Polsce). Do dyspozycji dzieci duża świetlica-bawialnia z niezliczoną ilością zabawek, gier i książek. Przebywa tam animatorka, która organizuje dzieciom czas bawiąc się z nimi, wykonując różne przedmioty (podczas naszego pobytu dziewczynki robiły sobie skórzane bransoletki i portfele) oraz dbając o porządek sali. Dla większych dzieci także komputery z dostępem do Internetu oraz grami. Za swój pobyt w szpitalu nie płacisz.

IMG_3157

 

IMG_3142

Wiecie co? Sama nie wiem jak to skomentować. Może to my akurat trafiłyśmy na nieciekawy szpital w Polsce i na rewelacyjny we Włoszech. Pocieszcie mnie, że tak jest. Bo jeśli nie, to nad polską służbą zdrowia nic, tylko załamać ręce. A jakie Wy macie doświadczenia ze szpitalami w Polsce i za granicą?

nbm

Komantarze

Komentarze

  • johan

    Punkt widzenia zalezy pewnie od miejsca siedzenia. Przecietny Wloch zarabia 1500 euro i od tego jest ubezpieczany. Przecietny Polak1/4 tej kwoty.

  • Kalina Nawrot

    bardzo ciekawy blog, wiele przydatnych informacji
    http://www.prestigo.pl

  • Kalina Nawrot

    fajne porównanie, zwróciłaś uwagę na najistotniejsze kwestie

    http://www.alexcamp.pl/wypozyczalnia-przyczep.html

  • Niestety taka jest rzeczywistość. Nie trafiliście na najlepszy szpital we Włoszech ani najgorszy w Polsce, takie są niestety realia. Dużo wody w Wiśle upłynie zanim sytuacja u nas będzie jak “na zachodzie”.

    http://www.porownaj.info.pl

  • Laura Nowak

    bardzo ciekawe 🙂 pozdrawiam